Festiwal Filmów Historycznych i Wojennych

Festiwal Filmów Historycznych i Wojennych

Spotkaj nas w mediach społecznościowych

Author: AdminWalkirii

Dziękujemy Wam za obecność

Dziękujemy Wam drodzy Goście i Widzowie za obecność na drugiej edycji Festiwalu Filmów Historycznych i Wojennych. Dzięki Wam to był naprawdę udany weekend. Już wkrótce opublikujemy zdjęcia oraz wywiady nagrane w trakcie Festiwalu.

Tymczasem publikujemy listę laureatów:

Laureaci 2017

 

Śledźcie naszego facebooka by być na bieżąco z wszystkimi informacjami:

https://www.facebook.com/Walkiria-Mazurski-Weekend-Historyczny-1081801251877726/

 

Dziękujemy i zapraszamy za rok!

 

Spot Walkiirii – Mazurskiego Weekendu Historycznego

W stałym biurze festiwalowym Walkirii zagościli ostatnio goście z Kętrzyńskiej Telewizji Kablowej oraz czasopisma Nasze Miasto Kętrzyn. Spotkali się u nas z organizatorami Mazurskiego Weekendu Historycznego i gośćmi Festiwalu Filmów Historycznych i Wojennych.

Zapraszamy do obejrzenia zapowiedzi, która powstała w wyniku wizyty:

 

Do zobaczenia na Walkirii!

Wyklęty – debiut potrójny

Materiały udostępnione przez Kondrat-Media – dystrybutora filmu. Fot. Marian Folga
Materiały udostępnione przez Kondrat-Media – dystrybutora filmu. Fot. Wojciech Marczak

Artykuł ukazał się w Film&TV Kamera nr 2/2017 – do nabycia w Empikach i logo magazyny

Debiut potrójny

Dramat wojenny „Wyklęty” to nie tylko debiut reżyserski Konrada Łęckiego i operatorski Karola Łakomca, ale też producencki aktora Marcina Kwaśnego.

Jego fundacja Między Słowami zajmująca się produkcją spektakli teatralnych w 2014 r. stanęła przed wyzwaniem wyprodukowania pełnometrażowego, historycznego filmu fabularnego. – Po przeczytaniu scenariusza zdecydowałem się pomóc reżyserowi w znalezieniu producenta. Nikogo jednak nie znaleźliśmy, dlatego postanowiłem we własnym zakresie poszukać finansowania. Nie składaliśmy wniosku do PISF, ponieważ fundacja nie miała na koncie żadnego filmu, a to jest warunkiem, aby producent mógł ubiegać się o dofinansowanie. Jednym z pierwszych posunięć producenckich było natomiast zorganizowanie zbiórki publicznej. Najpierw przeprowadziliśmy akcję crowdfundingową na portalu biz.found. Mieliśmy założenie pozyskania w ten sposób kwoty 200 tysięcy złotych, ale uzbieraliśmy zaledwie 17 tysięcy złotych. Nie mogliśmy jednak otrzymać tych pieniędzy, ponieważ umowa z portalem została zawarta w konwencji „Wszystko albo nic”. Crowdfunding w naszym przypadku nie sprawdził się. Rozważaliśmy później, czy nie podjąć współpracy z innym portalem, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na zorganizowanie zbiórki we własnym zakresie. W zamian za wpłaty proponowaliśmy darczyńcom audiobooki z raportem rotmistrza Pileckiego i z grypsami ppłk. Cieplińskiego oraz DVD z filmem dyplomowym reżysera pt. „Pre mortem”, który podejmuje temat polskich oficerów zamordowanych w Katyniu. Nasza akcja przeszła najśmielsze oczekiwania – zebraliśmy niemal pół miliona złotych – mówi Marcin Kwaśny. Następnie producentowi udało się pozyskać dużego sponsora strategicznego – firmę PGNiG, a później kolejnych: PGE, PZU, PWPW, Bank Pocztowy, itp. Ostatecznie budżet zamknął się kwotą niespełna 2,5 mln zł.
– Ujęła mnie historia człowieka, który przez prawie dwadzieścia lat po wojnie ukrywał się przed komunistycznymi władzami. Fabuła wzorowana jest na życiu Józefa Franczaka, ps. „Lalek” [filmowy „Lolo” – przyp. red.] i stanowi w znacznym stopniu odzwierciedlenie jego losów. Czytając scenariusz pomyślałem, że ten człowiek musiał mieć niezwykle silną psychikę i wiarę, że tyle lat przetrwał, ukrywając się, nie mając własnego domu. Film nawiązuje również do pamiętnika Zdzisława Brońskiego ps. „Uskok” oraz wątków z życia innych postaci, dzięki którym mogliśmy pokazać złożoność podziemia komunistycznego i zagęszczenie zdarzeń, jakie miały miejsce w latach 1944-63. Dziewięćdziesiąt pięć procent wydarzeń, które pokazujemy w filmie ma potwierdzenie w rzeczywistości – podkreśla producent.

Wyklęty, reż. Konrad Łęcki, fot. Marian Folga

Zdjęcia kręcone były w regionie świętokrzyskim. – Borykaliśmy się z problemami finansowymi, więc produkcja była bardzo rozciągnięta w czasie. Mieliśmy łącznie 67 dni zdjęciowych, które realizowaliśmy w ciągu aż 2 lat – od marca 2014 do maja 2016 r. – podkreśla M. Kwaśny.

Wszystko to nie pozostało bez wpływu na wybory sprzętowe operatora Karola Łakomca. – Po pierwszych dniach zdjęciowych wiedziałem, że musimy wypożyczać taki sprzęt, który będzie spełniał standardy, ale jednocześnie będzie łatwo dostępny w każdym czasie – niezależnie od sytuacji finansowej produkcji. Nie mogliśmy sobie pozwolić na zdjęcia przez dłuższy okres, na przykład dwa tygodnie, ale co najwyżej na dwa-trzy dni zdjęciowe w jednej turze. Początkowo planowałem wykorzystać obiektywy anamorfotyczne, ale miałem świadomość, że być może nie zawsze będziemy mogli z nich skorzystać, dlatego ostatecznie uznałem ten pomysł za zbyt ryzykowny. Używaliśmy miękkich, starych filmowych szkieł Canon K35, które niestety nie zawsze były dostępne, czasami w zastępstwie pracowaliśmy na planie obiektywami Ultra Prime. Pierwsze zdjęcia nakręciliśmy kamerami Red Scarlet X, ale nie spełniały one naszych oczekiwań, dlatego zmieniliśmy kamerę na Red Epic. Film kończyliśmy na kamerze Red Dragon – mówi operator.

Warunki pogodowe wobec tak rozczłonkowanych zdjęć to osobny temat. Czasami w zimie nie było śniegu, kiedy akurat go potrzebowali dla kontynuacji wcześniej nakręconych scen i odwrotnie. – Nie zawsze mogliśmy pozwolić sobie na wynajem sprzętu z Warszawy, więc kilka scen samotnej wędrówki bohatera kręciliśmy kamerą Blackmagic Ursa, która była w posiadaniu szwenkiera pracującego z nami, czasami jako kamera B. Utrudniało to jednak utrzymanie kontynuacji plastycznej w filmie – podkreśla operator.

Czasami zdarzało się nawet tak, że pierwszą część sceny kręcili jednego roku, a drugą w kolejnym. – Było to ogromne wyzwanie, zwłaszcza w kontekście zachowania kontynuacji scen, ponieważ aktorzy zmieniali się fizycznie, chudli lub tyli. Z takim wyzwaniem zetknęli się w czasie realizacji sceny zastrzelenia jednego z komunistycznych aparatczyków w bramie kamienicy w Kielcach.
– Fragment kiedy „Lolo”, po niedawno przebytej chorobie dochodzi do bramy, było kręcone w jednym roku, a scena rozmowy w bramie i zastrzelenia byłego kolegi z podziemia w kolejnym – mówi operator.

Zależało mu na rozróżnieniu w obrazie scen retrospektywnych od tych, które dzieją się w czasie współczesnym bohatera. Najciekawsze z operatorskiego punktu widzenia było jednak to, jak w scenach bezdialogowych pokazać jego samotność. „Lolo” chowa się w lasach, nachodzą go różne myśli, wątpliwości, wspomnienia… – Chciałem, aby te jego samotne wędrówki różniły się od scen akcji, jednak bez wprowadzania retrospekcji w kolorze sepii lub innego oczywistego zabiegu. Zależało mi na pokazaniu przemiany fizycznej i psychicznej bohatera, postępującej choroby, podczas której kadry stają się „cięższe”, brudniejsze – mówi Łakomiec.

Wyklęty, reż. Konrad Łęcki, fot. Wojciech Marczak

Zmieniającą się sytuację oddają różne style filmowania, ruch kamery oraz sposób budowania kadru. – Kiedy „Lolo” jest sam filmujemy go często kamerą z ręki, która podąża za bohaterem. Jesteśmy blisko niego albo odjeżdżamy daleko, aby pokazać jego osamotnienie. Nie jestem fanem dużych zbliżeń, ale w niektórych scenach, na przykład katowania uznałem, że jest to konieczne, aby widz bardziej wczuł się w sytuację bohatera. Współczesne bohaterowi sceny akcji kręciliśmy bardziej klasycznie, z wykorzystaniem jazdy i technokranu. Były one także inaczej montowane; w samotnej wędrówce „Lola” zobaczymy ostre ciecia i motyw przewijania czasu, w odróżnieniu od scen dialogowych i retrospekcyjnych, w których dominuje klasyczny montaż – podkreśla Łakomiec.

Jeden pokój w dwóch lokacjach

Zdjęcia nieraz kręcone były metodą obiektową, a kiedy indziej było to niemożliwe z powodu dużego rozczłonkowania ich w ciągu wspomnianych dwóch lat. – Sceny z udziałem Olgierda Łukaszewicza, który gra komendanta AK kręciliśmy w budynku przeznaczonym do rozbiórki. Musieliśmy dość szybko nakręcić wszystko, co scenariuszowo działo się w tym obiekcie, wiedząc, że nie będziemy mogli do niego wrócić. W efekcie zadłużyliśmy się na prawie 50 tys. zł. Na szczęście Teatr Polski z Nowego Jorku wsparł nas dokładnie taką kwotą, dzięki czemu mogliśmy dokończyć realizację. Na marginesie dodam, że już po zdjęciach okazało się, że budynek nie został jednak rozebrany, ale u mnie spowodowało to kilka bezsennych nocy. Produkowanie filmu zahartowało mnie, ale po raz kolejny chyba bym się tego nie podjął. Film to droga zabawa, dlatego tym bardziej cieszę się, że sprostaliśmy zadaniu – podkreśla Marcin Kwaśny.

Z perspektywy Karola Łakomca oświetlanie lokacji wiązało się przede wszystkim ze wspomnianą wcześniej koniecznością zachowania ciągłości. Zdjęcia plenerowe realizowano zazwyczaj przy naturalnym oświetleniu, jedynie wycinając światło w celu budowania odpowiedniego kontrastu lub je zmiękczając. Kluczowe były odpowiednie warunki pogodowe. – Realizację sceny zabójstwa gospodarza zaplanowano na ostatni dzień w toku zdjęć zimowych, a do zachowania kontynuacji potrzebny był naturalny śnieg. Pogoda jednak nie dopisała, dlatego musieliśmy wykorzystać sztuczny. Do rozwiązania pozostała natomiast kwestia kompozycji zdjęć z tymi, które nakręciliśmy wcześniej w naturalnych warunkach. „Walczyliśmy” ze światłem, ponieważ był to wyjątkowo słoneczny i wietrzny dzień – przeciwieństwo pogody, od której zaczynała się ta scena. Ustawialiśmy butterfly’e, jednak wiatr przewracał nasze konstrukcje – wspomina Łakomiec.

Chciałem, żeby wnętrza wydawały się jak najbardziej realistyczne – często przyklejaliśmy do szyb folię dyfuzyjną, która oprócz funkcji zmiękczania światła pełniła rolę „scenograficzną” – w ten sposób ukrywaliśmy współczesne ruchliwe ulice lub obiekty z innej epoki. Następnie niedużymi jednostkami, zazwyczaj „dwójkami”, maksymalnie „czwórkami” świeciliśmy zza okien. Szczególnego rozwiązania wymagała realizacja zdjęć w sądzie. – Kręciliśmy je w obiekcie usytuowanym na trzecim piętrze i nie mieliśmy możliwości wykorzystania tam światła z podnośnika. Musieliśmy więc zdać się na naturalne warunki oświetleniowe na zewnątrz, obliczając o której godzinie odpowiednie światło będzie wpadało do pomieszczenia. Czasami budżet pozwalałby na wykorzystanie większych jednostek oświetleniowych, ale nie wiedzieliśmy czy będziemy mogli kontynuować te działania w kolejnych dniach. Dlatego musiałem myśleć globalnie o całym filmie i raczej decydować się na oszczędniejsze świecenie, mając pewność, że będzie nas na to stać, a wizualnie film będzie trzymał się spójnej koncepcji.

Z wielu obiektów korzystaliśmy grzecznościowo i nie mogliśmy pozwolić sobie na przebudowywanie lokacji, przemalowywanie ścian, itp. Czasami okazywało się, że lokacja w której nie byliśmy od dłuższego czasu już nie istnieje (zdjęcia często kręciliśmy w ruinach, opuszczonych miejscach) albo obok wzniesiono nowoczesny obiekt, który wchodził nam w kadr. Dlatego czasami musieliśmy zmieniać wcześniej zaplanowane lokacje.

Niekiedy zbliżenie na jedną osobę graliśmy w jednym obiekcie, a na drugą w innym, ponieważ nie było możliwości realizacji w konwencji plan-kontrplan. Trzeba było wtedy tak ustawić scenę, aby nie było widać różnic w oświetleniu obu obiektów. Taka sytuacja miała miejsce podczas realizacji zdjęć w mieszkaniu doktora, które, według scenariusza, mieściło się w kamienicy, a my filmowaliśmy je w skansenie w Kielcach. Na jedną stronę kręciliśmy łóżko z epoki, na którym leżał bohater, ale po przeciwnej stronie w skansenie ustawiono meble, które nijak nie pasowały do naszego filmowego wnętrza. Potrzebowaliśmy również drzwi, które wyglądały jak oryginalne w kamienicy. Nie mogliśmy przestawiać mebli, dlatego perspektywę drugiej strony, czyli doktora, który rozmawia z „Lolem” wchodząc do domu, musieliśmy nakręcić w innym miejscu. Takie wnętrze znaleźliśmy we współczesnej kamienicy w Kielcach. Pokój usytułowany był na trzecim piętrze, co rodziło konieczność budowania światła od nowa, świecenia zza okien i zwracanie uwagi na takie detale, jak porównywanie odcienia koloru ścian, który musiał zgadzać się z tym, co nakręciliśmy wcześniej w skansenie.

Wyklęty, reż. Konrad Łęcki, fot. Marian Folga

Sceny nocne były oświetlane z wysięgnika, ale również nie mogliśmy pozwolić sobie na to, by odejść daleko z bardzo mocną lampą, oświetlając duży obszar – mówi Łakomiec.

Realizację scen batalistycznych operator zalicza do niełatwych, ale kreatywnych wyzwań. – Główna oś realizacji każdej sceny została dokładnie zaplanowana. Precyzyjnie ustaliliśmy poszczególne punkty zwrotne walk, sposób poruszania się żołnierzy, wystrzały i upadki, a dodatkowo ujęcia dynamizujące akcję, które były kręcone przez drugą i trzecią kamerę. Następnie kręciliśmy dodatkowe ujęcia z udziałem na przykład chowających się czy uciekających żołnierzy. Broń została wypożyczona od rekonstruktorów, a świadomość obcowania z nią rodziła u odtwórców inne emocje, niż gdyby posługiwali się atrapami i tylko imitowali strzelanie.

– Najtrudniejszą z mojego punktu widzenia była scena ataku na dworek, którą kręciliśmy przez trzy dni i były to jedne z ostatnich dni zdjęciowych. Wyzwaniem było utrzymanie ciągłości oświetleniowej w kierunkach wschód-zachód, dlatego rano kręciliśmy wnętrza dworku, a potem, gdy słońce oświetlało obiekt z drugiej strony, kamera ustawiona była na zewnątrz, co pozwoliło utrzymać te same warunki oświetleniowe w całej scenie.

Wszystkie utrudnienia przy tej produkcji, od braków sprzętowych, poprzez szukanie lokacji, po trudności ze zbudowaniem własnej scenografii na planie, były zmorą. Jednak patrząc na to z perspektywy czasu, dały mi niesamowitą szkołę – szczególnie jeśli chodzi o kontynuację świetlną, szukanie alternatywnych rozwiązań i myślenie o filmie jako całości, którą trzeba było poskładać z krótkich fragmentów kręconych na przestrzeni dwóch lat.

Partnerem postprodukcyjnym filmu „Wyklęty” jest DI Factory. – Wybraliśmy tę firmę, ponieważ bardzo podobały nam się filmy historyczne, przy którym wcześniej pracowali, zwłaszcza „Miasto 44”. Postprodukcja filmu w reż. J. Komasy wymagała dużo pracy i dała interesujący efekt – mówi producent Marcin Kwaśny.

Na początku wspólnie z kolorystą z firmy DI Factory Michałem Hermanem ustalono ogólne wytyczne dotyczące obrazu. Z uwagi na zróżnicowane warunki pogodowe i sprzętowe materiał wymagał poprawek. – Interesującym doświadczeniem było skorzystanie z jego wiedzy na temat tego, jak kolorami prowadzić historię przy pełnometrażowym filmie kinowym, uwzględniając stan emocjonalny bohatera oraz wydarzenia na ekranie. Zależało mi na tym, aby osiągnąć surowy, naturalny i jednocześnie „brudny” obraz, ale nie za pomocą desaturacji, która wydaje się najprostszym i w pewien sposób skutecznym rozwiązaniem. Mimo że mamy wiele chłodnych kolorów, cały czas są one nasycone. Ciekawym zjawiskiem był sposób w jaki na kolor-korekcję reagowały mgły, których w filmie mamy sporo – łatwo łapały delikatnie niebieski odcień, co pięknie współgrało z liśćmi i ziemią, które zostawialiśmy w cieplejszych barwach. Dzięki takim zabiegom udało się osiągnąć bardzo dobrze wyglądający obraz, który nie jest płaski – mówi operator.

Na etapie postprodukcji należało wykonać wiele efektów, które są oczywiste przy realizacji filmu historycznego, jak na przykład dziury w murach po wystrzałach, ale też takie, których z różnych powodów nie zrobiono na planie. Tak było na przykład w scenie, kiedy oddział Żołnierzy Wyklętych odbija kolegów z więzienia. – Kiedy obejrzeliśmy nakręcony materiał zwróciliśmy uwagę, że żołnierze mają zbyt czyste nogi i należało poprawić to w postprodukcji – mówi producent. Karol Łakomiec zauważa: – Jedyne referencje, jakie mieliśmy z tamtych lat to stare fotografie. Te zdjęcia nieco mnie zaskoczyły, ponieważ zauważyłem, że wszyscy żołnierze często zostali sfotografowani w ładnych, wydawałoby się świeżo wypranych, mundurach, a moje wyobrażenie o walce podziemia antykomunistycznego z ówczesną władzą było inne. Uważałem, że mundury powinny być bardziej przybrudzone, zniszczone. Nie mogliśmy ich jednak spatynować, ponieważ zostały wypożyczone z Teatru im. Żeromskiego w Kielcach – dodaje Marcin Kwaśny.

Postprodukcyjnym okiem

– Postprodukcja tego filmu to dowód na to, że możliwe jest znalezienie złotego środka pomiędzy budżetem producenta, ograniczonym czasem na wykonanie pracy oraz wymaganiami twórców, a co najważniejsze, jest to możliwe bez rezygnowania z jak najwyższej jakości obrazu – słyszymy w firmie DI Factory.

Wszystko zaczęło się w połowie 2016 r. od spotkania Rafała Golisa, jednego ze współwłaścicieli DI Factory, z Marcinem Kwaśnym – aktorem i producentem, który poszukiwał firmy postprodukcyjnej do jego filmu pt. „Wyklęty”. Filmu, do którego zdjęcia trwały około dwóch lat. Materiały z filmem znajdowały się na kilkudziesięciu dyskach, a termin premiery był ustalony od dawna i nieprzesuwalny: 1 marca 2017 roku w Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Potrzebna była firma, która podejmie się kompleksowej postprodukcji, wykona efekty specjalne niezbędne w filmie i przygotuje wszelkiego rodzaju materiały wyjściowe do dystrybucji.

– Ponieważ nie byliśmy obecni na planie w czasie zdjęć do tego projektu, nie mieliśmy tym samym żadnego wpływu na workflow technologiczny, który w innych przypadkach ustalamy na samym początku, jeszcze przed zdjęciami. To, czym zawsze zajmujemy się na planie w ramach naszego serwisu DI SET, to znaczy backup materiałów kamerowych, ustalenie określonego nazewnictwa plików, wszelkiego rodzaju konwersje i archiwizacje, w przypadku tego filmu zostały zatem wykonane przez kogoś innego, a nasz pierwszy kontakt z materiałem filmowym „Wyklętego” to moment, w którym reżyser Konrad Łęcki przywiózł nam do biura na Dominikańską dyski z materiałami z planu – wspomina Rafał Golis.

A dysków było ponad trzydzieści. – Dyski, które trafiły w nasze ręce i materiały na nich nagrane były swego rodzaju tajemnicą. Zatem pierwszą rzeczą, którą z nimi zrobiliśmy to dodatkowy backup bezpieczeństwa. Następnie musieliśmy się z nimi zapoznać, uporządkować ich zawartość, ujednolicić stosowane w nich nazewnictwo plików, co ułatwiało nam dalszą pracę oraz przekonwertować wszystkie te materiały źródłowe do plików potrzebnych do montażu. To był proces najbardziej dla nas czasochłonny – tym bardziej, że materiały źródłowe pochodziły z różnego rodzaju kamer, ale zawsze opracowujemy optymalną metodę pracy – tak było i tym razem – dodaje Kamil Rutkowski, szef technologii w DI Factory, nadzorujący proces Digital Intermediate. Firma stworzyła nawet specjalną bazę danych, co oznacza, że każdy z dysków źródłowych miał za pośrednictwem stworzonego, dedykowanego do tego programu zapisaną strukturę w ewidencji DI Factory, a to znaczenie przyspieszało wszelkie poszukiwania materiałów na dyskach.
Twórcom zależało, by jak najszybciej rozpocząć montaż. Skorzystali z jednej z wygodnych montażowni oferowanych przez DI Factory, gdzie, od lipca 2016 roku, przystąpili do intensywnej pracy. Finalna wersja filmu „Wyklęty” trafiła do kolejnego etapu postprodukcji – konformingu w listopadzie 2016 r.

Na etapie montażu została przygotowana przez twórców bardzo szczegółowa i niezmiernie długa lista efektów specjalnych, które powinny zostać wykonane. – Widząc tak drobiazgową listę, wiedzieliśmy już, że niezbędne będzie długie spotkanie z reżyserem i producentem oraz szczera, otwarta rozmowa. Jasne było na tym etapie, że ze względów czasowych i budżetowych wykonanie tego wszystkiego, czego oczekiwali twórcy, będzie po prostu niemożliwe – dodaje Rafał Golis. Odbyła się więc wspólna weryfikacja efektów. Najwyższy priorytet wykonania otrzymały ujęcia w filmie wojennym oczywiste i niezbędne, czyli wszystkie sceny batalistyczne, wystrzały, postrzały, wybuchy, dodawanie krwi, różnego rodzaju wymazywania, itd. Został opracowany szczegółowy harmonogram prac nad efektami, za których wykonanie odpowiadała także ekipa DI Factory oraz współpracujący graficy VFX. Wszyscy od początku byli świadomi, że data premiery filmu „Wyklęty” jest nieprzesuwalna. Ostatecznie wykonano 270 ujęć efektowych. Można śmiało powiedzieć, że nie ma w filmie sceny batalistycznej, w której nie byłoby jakiegoś efektu. W czasie prac nad VFX odbywały się regularne spotkania z twórcami, którzy oglądali i akceptowali na dużym ekranie w kinie DI Factory wykonane już ujęcia. Tego typu wspólne oglądy bardzo ułatwiały podejmowanie kolejnych decyzji, dotyczących realizacji kolejnych efektów VFX.

Wyklęty, reż. Konrad Łęcki, fot. Marian Folga

– Niezbędne było bardzo dobre zaplanowanie każdego z etapów prac postprodukcyjnych – nie tylko pracy nad efektami. Te jednak zaczęliśmy robić najwcześniej, tak, by w momencie zamykania korekcji barwnej do filmu, mieć już komplet efektów – mówi Julia Skorupska, która pełniła rolę producenta wykonawczego z ramienia DI Factory i opiekowała się projektem. – Reżyser Konrad Łęcki nie miał łatwo w okresie postprodukcji. Musiał być obecny przy akceptacji efektów, napisów początkowych, końcowych, a równocześnie jego obecność niezbędna była w czasie postprodukcji dźwięku i komponowania muzyki – co działo się równolegle z pracami nad obrazem – dodaje. W tym miejscu warto wspomnieć, że postprodukcja obrazu i dźwięku odbywała się w tym samy budynku na Dominikańskiej 9, za część dźwiękową odpowiadała bowiem firma Aeroplan. Jędrzej Sabliński CEO firmy DI Factory podkreśla: – To, że pracowaliśmy pod jednym dachem, pozwoliło nam na równoległą pracę nad obrazem, dźwiękiem i VFX, mieliśmy dzięki temu pełną komunikację oraz wygodę w umawianiu wszelkich niezbędnych spotkań z twórcami. Producenci Marcin Kwaśny i Dorota Bogucka, obdarzyli nas i naszą postprodukcyjną wiedzę dużym zaufaniem. Dali się nam prowadzić, a wszelkie trudne sytuacje, które zawsze pojawiają się w toku prac mogliśmy rozwiązywać z nimi konstruktywną, logiczną i spokojną rozmową.

– To, że zdjęcia do filmu „Wyklęty” trwały tak długo oraz to, że realizowano je na takiej mnogości kamer sprawiło, iż cała korekcja barwna była dużym wyzwaniem – mówi Michał Herman kolorysta z DI Factory. – Główne zadanie polegało na spasowaniu materiałów z różnych źródeł, tak, by stanowiły jedną, spójną, filmową całość. Dążyliśmy więc do tego, by nie degradować dobrych materiałów pod te nieco gorsze jakościowo tylko, by z dobrych materiałów w korekcji barwnej zrobić perełkę, a jednocześnie te słabsze uratować – dodaje.

Rodzajów kamer było przynajmniej pięć: Balckmagic Ursa, Red Dragon, Red Scarlet X, Red Epic, Sony FS7, GoPro, Sony Alfa, taka ilość bardzo rzadko zdarza się przy realizacji projektów fabularnych i wydaje się raczej czymś częściej spotykanym przy filmach dokumentalnych.

Przykładem tego, czego udało się dokonać w czasie korekcji barwnej, jest jedna ze scen określanych jako zimowe, w której na planie dodawany był sztuczny śnieg, jednak nie wyglądało to wystarczająco dobrze. Wydawało się początkowo, że będzie to jedna ze scen zakwalifikowanych do ujęć efektowych, jednak z pomocą przyszły umiejętności Michała Hermana, któremu udało się tak zbalansować kolorystycznie i dopasować ujęcia, że nie było już potrzeby wykonywania w tym miejscu efektów. Sam mówi o tej pracy tak: – Ostatecznie przez zmianę temperatury barwowej, przez wykluczowanie wszystkich zieleni, zamianę ich na jakieś „martwe” rejony udające gołe drzewa albo zielone przecież zimą iglaki zrobiliśmy taką atmosferę obrazu, która sprzedaje widzom tę scenę jako scenę zimową.

Ostatnim etapem prac postprodukcyjnych było przygotowanie masterów i przekazanie ich producentom i firmie wykonującej dystrybucję cyfrową filmu „Wyklęty”.

– Jak to zwykle bywa w postprodukcji, nigdy nie można zapanować niczego w 100%. Powodem są różne nieprzewidziane wydarzenia i niezależne od nas decyzje, które powodują zmiany w obrazie i mają wpływ na naszą część pracy. Jednak dzięki uwzględnieniu w harmonogramie prac postprodukcyjnych czasowego marginesu bezpieczeństwa oraz sprawnemu działaniu naszego całego zespołu wszystko udało się zakończyć na czas – podsumowuje prace przy filmie „Wyklęty” Julia Skorupska.
Jędrzej Sabliński uznaje ten film za ciekawy projekt pod wieloma względami: – Różnorodność materiałów kręconych w różnym czasie i warunkach to na pewno wyzwanie artystyczne dla kolorysty. Duża ilość dni zdjęciowych, a także duża ilość ujęć przeznaczonych do VFX wysoko postawiło poprzeczkę logistyczną. Ze względów budżetowych mieliśmy do czynienia z różnego rodzaju dyskami twardymi, na których backupowano pliki z kamery, a ich sprawna i solidna konwersja do montażu była wyzwaniem technologicznym. Poświęciliśmy dużo czasu na porządkowanie materiałów i sprawdzanie prawidłowości ich konwersji. I na koniec ograniczony czas, który znany był od samego początku. To wszystko spowodowało, że musieliśmy planować pracę bardzo precyzyjnie – praca przy tym projekcie kojarzy mi się z bardzo precyzyjnym urządzeniem, które musi być niezawodne. Tak jak szwajcarski zegarek – mówi Jędrzej Sabliński.

A Rafał Golis podsumowuje: – Obrany przez nas workflow wszystkich prac postprodukcyjnych pozwolił nam dostarczyć gotowy film na czas, osiągnęliśmy założenia artystyczne twórców, a jednocześnie nie zrezygnowaliśmy z tego, co dla nas jest najważniejsze – najlepszej możliwej jakości obrazu.

„Wyklęty jest jednym z kilkunastu filmów, jakie zakwalifikowały się do Konkursu Głównego na Festiwalu „Młodzi i Film” w Koszalinie.

Opinie zebrała Jolanta Tokarczyk

„Wyklęty” – informacje techniczne (wybór)
Operator: Karol Łakomiec
Gaffer: Romek Machała, Bartek Gburek
Oświetlacze: Irek Chojnacki, Mariusz Jarzyna, Krzysztof Rychlik

Heliograf – sprzęt oświetleniowy
ARRI HMI 1,2kW oraz 2,5 kW, ARRISUN 200W i 400W KOBOLD.
Do zdjęć nocnych 6kW ARRI z podnośnika. Lampy Kino Flo
W plenerach dziennych światło naturalne + blendy
We wnętrzach – w scenach wieczornych świecenie małymi jednostkami, między innymi: Baby Soft, Red Head w chimerze + Kino Flo
Ponadto: miecze ledowe i dymiarka
Ze względu na specyfikę planu i zdjęcia na przestrzeni kilku lat podano jedynie ogólny zestaw sprzętu.

 

Jolanta Tokarczyk

Walkiria zaprasza do zgłaszania filmów

Walkiria zaprasza do zgłaszania filmów

Nakręciłeś dokument, animację, film krótkometrażowy, etiudę szkolną o tematyce historycznej / kostiumowej? Chcesz aby Twój film obejrzała społeczność Walkirian?

Zapraszamy do zgłaszania filmów na festiwal. Zgłoszenia przyjmujemy do 20 czerwca.
Tematyka powinna wpisywać się w profil festiwalu, zapraszamy na www.filmowa.walkiria.com.pl

Na Wasze zgłoszenia czekam pod adresem; jolanta.tokarczyk@walkiria.com.pl

Walkirianie na Pro Defense

II edycja targów w Ostródzie odbywa się w terminie 1-4 czerwca 2017 r.. Wystawy sprzętu, konferencje organizacji militarnych i ścieżka edukacji historycznej oto największe atrakcje targów. Nie zabrakło słynnego samolotu Hurricane, który zagrał w powstającym właśnie filmie „Dywizjon 303”. Ostródzkie targi odwiedziła również ekipa Walkirian. Jak było – zobaczcie Państwo sami!